Wszystkie zdjęcia Jurka Szmalhofera - wielkie dzięki
Prolog Śmierci
Jest ciemno. Stara, ubrana na czarno kobieta stoi nieruchoma i patrząc w przestrzeń przed sobą, mówi w zamyśleniu
Już zmierzcha, a ja stoję jak zamurowana.
Na kogo ja dziś czekam? Na wielkiego pana?
Czy na chudopachołka, który tu zabłądzi?
W drodze donikąd przyjdzie, od czci mnie odsądzi.
Co mnie tu trzyma kiedy obowiązków tyle,
Że odpocząć nie mogę już nawet przez chwilę.
A ludzie mi schlebiają, choć mnie nienawidzą,
Żem jest jak wielka dama, że się mnie nie wstydzą,
Żem asystą dla wielu na ich życia drodze,
Że moich rad słuchają, choć doradzam srodze.
Gdy dla innych najgorszą z najgorszych zostałam
I chcieliby, bym wcześniej niż oni skonała.
Śmieszni są i naiwni, nie wiedzą, co mówią,
Ja od wieków już jestem, lubią czy nie lubią.
Adam mnie z Ewą zrodził, choć tego nie czułam
I od tamtego czasu po ziemi się tułam.
Choć bezdomna, tom wielka, nikt mnie nie pokona.
Żaden się nie narodził z kobiecego łona
Człowiek, który by ze mną wygrał te zawody.
I nieważne. czy stary on jest. czy jest młody.
Choć przyznam, lubię życie, kiedy się objawi
Nowe na ziemi naszej, gdy mu błogosławi
Matka na długą drogę, choć wie dobrze o tym,
Że życie może minąć ze skrzydeł łopotem.
Bo ja już od kołyski nad człowiekiem czuwam
I na okazję czekam, choć w cień się usuwam.
A kiedy dziecko umrze lub ktoś w sile wieku,
Wtedy większy jest jeszcze mój tryumf nad człowiekiem.
Kto zwycięży dziś, nie wiem. Ale od prawieka
Zawsze śmierć zwyciężała każdego człowieka.
I nadal moc ma wielka, a wątpiący śmieszny,
Bo mnie nikt nie pokona!
Chyba że bezgrzeszny…..
O, już idą. Z daleka. Gwiazda im przewodzi!
Kobieta w ciąży. Syna niedługo porodzi.
Jakiś mnie dreszcz przenika, pierwszy raz się boję
Czy on pierwszy przełamie wieczne władztwo moje?
Scena 1
Zbliżają się Maryja i Józef. Maryja jest zmęczona, zmarznięta i słaba.
Podchodzą pod mury Jeruzalem
Józef
Patrz Miriam: Jeruzalem, nasze miasto święte,
Tam w Przybytku swym mieszka Bóg nasz niepojęty.
I Szechina jaśnieje na znak z nim przymierza,
Każdy mu swoje troski w Świątyni powierza.
Do domu Pana idą wędrowcy strudzeni,
Ofiarować mu dary naszej świętej ziemi,
Gołębie i baranki, czasem jagnię młode,
Dziękując za opiekę, zdrowie i pogodę.
Może my też wejdziemy do miasta przed nocą?
Mogłabyś w jakiejś karczmie po marszu odpocząć
Bo nie wiem, co się jeszcze zdarzy nam po drodze,
Więc lepiej sił tu nabrać, boś zmęczona srodze.
Maryja
Józefie, jakaś trwoga mnie na wskroś przenika.
Może widok tej skały? Jakby męczennika
Czaszka co niby w diadem z krzyżami przybrana,
Taki lęk we mnie budzi, że drżę w strachu cała.
Nie wchodźmy w bramę, skręćmy, mińmy Jeruzalem
Bokiem, bo tutaj domu nie znajdziemy wcale
Ani ludzi życzliwych. Idźmy ku Betlejem,
Skąd się twój ród wywodzi.
O, już jest mi śmielej.
Jeszcze tylko dolinę Cedronu przejdziemy
I już ze wzgórza miasto nasze dostrzeżemy.
O, już Betlejem widać! Jeszcze tylko chwilę,
A przy grobie Racheli do ziemi się schylę
I o szczęśliwy poród syna będę prosić,
Naszą pramatkę Rachel, i modły zanosić.
Choć, jak powiedział Anioł, mam łaskę u Boga,
Ale każdej kobiecie nieobca jest trwoga
W takich chwilach.
Maryja pochyla się i modli o szczęśliwy poród, potem wstaje i trzymając się za brzemienny brzuch, mówi:
Maryja
Józefie! O mój mężu, iść dłużej nie mogę!
Muszę usiąść, bo bóle utrudniają drogę.
Ale wierzę, że dobrych ludzi tu znajdziemy
I w gospodzie na noc tę nocleg dostaniemy
Józef
O, tam ktoś jest, pobiegnę, przed zamknięciem zdążę,
Może tu nam pozwolą przez wzgląd na twą ciążę
Wejść do domu, do ciepła, zagrzać zmarzłe nogi.
Wraca
No nie! Bo karczmarzowa wymyła podłogi.
Ale mi podpowiedział gospodarz na boku,
Że za Betlejem, blisko, na łagodnym stoku
Ma swą szopę, w niej woły, tam stanąć możemy.
Razem ze zwierzętami z zimna nie zmarzniemy.
Maryja
Dobry jest z niego człowiek, Bóg mu wynagrodzi.
Patrz Józefie, jak dziwnie Pan nas przez świat wodzi.
Tam wielkie Jeruzalem, tu małe Betlejem.
To w nim syna urodzę. W nim zaczną się dzieje.
Z Nazaretu przez Betel idę do Efrata
Syna rodzić, jak Rachel, dla zbawienia świata.
Ona zmarła drugiego rodząc Beniamina,
A ja tylko jednego będę rodzić syna.
Jednego, jedynego, dla świata całego
Na zbawienie, na radość dla rodu ludzkiego,
I Boga będę prosić, żeby mnie zachował
Przy zdrowiu, bym Jezuska zdołała wychować.
Józef
Patrz Maryjo, już szopa, połóż się w tym żłobie,
W sianie miękkim odpocznij.
Na boku
Cóż ja biedny zrobię
Kiedy już zacznie rodzić? Sam nic nie poradzę
Bez babki! Tylko jej dać nad porodem władzę.
Przecież Anioł nie zejdzie z nieba pośród nocy.
Chyba żeby?
Mówiła, że jest ku pomocy!
Niech więc rodzić pomoże!
Co ja gadam? Boże!
Poród blisko, a ja się coraz bardziej trwożę.
Anioł
A czemuż to Józefie taki żeś dziś słaby?
Coś z psychiką? Gdy nie ma przy porodzie baby
Anioł zawsze pomoże. Ty się módl jedynie.
A łaska Boska z nieba na rodzącą spłynie.
No patrz! Słuchaj! Już mały Jezus na świat przyszedł,
A tyś nawet nie zemdlał.
Anioł 1
Tu płacz rozdarł ciszę
Nocną. Wszyscyśmy w trójkę głośno się zaśmiali:
Maryja wraz z Józefem .
Jezuska trzymali
W dłoniach, Bo kwilił cicho, jakby świat ten witał,
Świat okrutny i piękny.
Zaczynało świtać.
Anioł
A może tylko zorza pół nieba pokryła,
I anielskimi głosy nas rozanieliła.
A anieli co z nieba na ziemię sfrunęli,
Anielskimi głosami kolędę zaczęli
Śpiewać.
Wszyscy aniołowie śpiewają – Gdy śliczna panna
A Maryja przypomniała sobie pastorałkę i cichutko zanuciła
Maryja
Lulajże maleńki mój aniołeczku
Utulże swój nosek w miękkim sianeczku
Niech twoja głowusia śliczne sny rodzi
Niech twoja mamusia szczęśliwa chodzi
Niech świat ten okrutny swoje ciężary
Nałoży na ciebie gdy będziesz stary
A teraz w mych dłoniach wysłuchaj baśni
I szybko szybciutko spokojnie zaśnij
Śmierć
Ja jestem, jaka jestem, cicha, niewidoczna,
Milcząca całe życie, jakby mnie nie było.
Mówią: przerażająca, mówią też, że mroczna.
Jestem tą, co zabija najpiękniejszą miłość.
Jestem tą, którą Herod, by utrzymać władzę,
Spróbuje wykorzystać, żeby zabić dziecię
Co się dziś narodziło. Ktoś mu to poradzi
Przebiegły, lecz naprawdę najgłupszy na świecie.
Próśb jego nie posłucham, zamiary zniweczę
Odłożę je ad acta, aż Piłat nastanie.
I przez lat kilkadziesiąt wezmę pod swą pieczę
To dziecko, w którym wielkie mam oczekiwanie.
Bo nawet śmierć człowieka ma swój czas właściwy,
Żeby mieć z niej naukę i pożytek jakiś.
A tu, czuję, coś więcej, tutaj ponad niwy
Wzejdzie nauka wielka i świat ten wzbogaci.
Anioł
W tym czasie, w Rzymie, młody Poncjusz Piłat siedział na zydlu i rozmyślał nad tym, kim chciałby zostać, kiedy dorośnie. Jak każdy chłopiec w jego wieku chciał zostać legionistą i zdobywać dla Rzymu nowe kraje.
Nie wiedział jeszcze, że Los, będący de facto Żydowskim Bogiem, przeewidział dla niego inne zadanie.
Nie wiadomo dlaczego akurat jego Bóg wybrał przed wiekami, by kiedyś został sędzią jego Syna. I by jako sędzia skazał go na śmierć przez modne wówczas w Rzymie ukrzyżowanie.
Ale należy pamiętać, że to, iż Bóg wybrał Piłata na najbardziej znanego po Bogu sędziego w historii, nie oznaczało wcale, że po pierwsze: Piłat musiał sędzią zostać, a po drugie, że musiał skazać Jezusa na ukrzyżowanie.
Piłat, jak każdy z nas, miał wolną wolę. Mógł więc odmówić i Bogu, i Żydom.
Ale nie odmówił.
A Bóg od zawsze jedynie wiedział, że Piłat nie odmówi. I wcale go do niczego nie zmuszał.
Scena 2
Anioł
(Jesteśmy w zamku Heroda, Herod siedzi na swym tronie. Podchodzą do niego trzej królowie).
Herod
Witajcie mi, królowie, mędrcy nauk wschodu.
Dla jakiej to idei tyle aż zachodu
Z waszej strony, poświęceń w drodze po pustyni?
A te dary to dla mnie? Nikt przecież nie czyni
Takich wypraw dla sprawy błahej. Więc wy po co
Jak za gwiazdą jedziecie tutaj dniem i nocą?
Król I Melchior
Wybacz królu, lecz dary nie tobie wieziemy
Z nimi do króla Niebios z gwiazdą wędrujemy.
Król II Kacper
Jak mówią święte księgi, Pan Nieba i Ziemi
Ma się dzisiaj narodzić pomiędzy swojemi
By swe władztwo rozciągnąć już po wszystkie lata
Na ludzi, których kocha, z calutkiego świata.
Król III Baltazar
Wpadliśmy tu do ciebie, by o drogę spytać.
A może razem z nami, chcesz go, królu, witać?
Że on większy od ciebie, nie warto się zżymać,
A czasy są niepewne i z nim warto trzymać.
Herod
Dziękuję Wam, o Mędrcy, sam mu dary złożę.
Że on większy ode mnie, wcale się nie srożę.
Ja swoją małość przecież widzę doskonale.
Jedźcie więc.
Na boku:
Ja zadziałem tak jak w kryminale.
Królowie odjeżdżają, wchodzi Diabeł
Diabeł
Witaj królu Herodzie, najwspanialszy panie,
Tylko strachem utrzymasz swoje panowanie.
Zabij te wszystkie dzieci, teraz urodzone,
A na zawsze zachowasz w twym rodzie koronę.
Bo ten król nieba, ziemi, to dziś małe dziecię,
A tyś jest najmocniejszy król na całym świecie.
I nawet śmierć nie będzie nad tobą mieć mocy,
Kiedy zabijesz wszystkich zrodzonych tej nocy.
Wyślij swe straże dzielne i rzymskich siepaczy,
Niechaj twą wielką siłę cały świat zobaczy.
Wtedy na wieki w księgach twoje imię będzie.
Ten, który Boga zabił, jego tron zdobędzie.
Herod
Nie wiem, szatanie, czy to tak robić wypada,
Ale dla władzy w rodzie taka eskapada
Będzie wytłumaczona. Więc nim kur zapieje
Razem wejdźmy w historii poplątane dzieje.
Scena 3 Królowie błądzą we mgle
Król III Baltazar
Zacni królowie! Jaka ciemność się zrobiła!
Gwiazda zniknęła z nieba! Jakby się ukryła
Przed Herodem, by drogi nie potrafił znaleźć.
Ja w jego obietnice to nie wierzę wcale.
Król I Melchior
Kacprze mój, Baltazarze, którędy nam jechać?
Nic przed nami nie widać, drogi nam zaniechać?
Wrócić do Jeruzalem?
Król II Kacper
Mój drogi Melchiorze,
Czy straciłeś swą wiarę, że cię z drogi może
Mgła zawrócić? Poczekaj, niedługo anieli
Drogę nam wskażą prostą, jak z bicza wystrzelił.
Nagle nadlatują trzej aniołowie
Anioł :
Mędrcy świata, Monarchowie! Gdzie spiesznie dążycie!
Powiedzcież nam trzej królowie, chcecie wiedzieć Dziecię?
Anioł.
Ono w żłobie, nie ma tronu, i berła nie dzierży.
A proroctwo Jego zgonu już się w świecie szerzy.
Anioł1:
Mędrcy świata, złość okrutna Dziecię prześladuje.
Wieść to smutna, wieść okrutna, Herod spisek knuje.
Anioł2
Nic monarchów nie odstrasza. Do Betlejem śpieszą.
Gwiazda Zbawcę im ogłasza, Nadzieją się cieszą.
Król III Baltazar
Patrzcie mędrcy, jest gwiazda, wie kiedy się przydać,
W drogę ruszmy, już blisko, już stajenkę widać.
(Wszyscy uczestnicy śpiewają kolędę „Anioł pasterzom mówił”)
Scena 4
Anioły przybywają nad łąkę na zboczu, gdzie śpią pasterze.
Pasterz I
Słuchaj, Stachu, czy słyszysz jakieś dziwne głosy?
Jakby dziecko płakało lub ktoś pod niebiosy
Modlił szczęście, co przyszło do niego z wysoka?
Pasterz II
Cicho, Jaśku, śni mi się Maryś czarnooka,
Więc daj pospać.
Pasterz I
Posłuchaj! Jakieś widzę cuda,
Coś jak baby skrzydlate!?
,
Pasterz II
Z ciebie to maruda.
Jakie baby? O Boże! Przecież to anioły!
Wstawaj i zarzuć kożuch, prawieś cały goły!
Anioł
Bóg się rodzi, moc truchleje, Pan Niebiosów obnażony.
Ogień krzepnie, blask ciemnieje, ma granice Nieskończony.
Anioł1
Wzgardzony, okryty chwalą, śmiertelny Król nad wiekami.
A Słowo Ciałem się stało i mieszkało między nami.
Anioł2
Cóż masz niebo nad ziemiany? Bóg porzucił szczęście twoje.
Wszedł miedzy lud ukochany dzieląc z nim trudy i znoje.
Anioł1
Niemało cierpiał, niemało.
Anioł
Żeśmy byli winni sami.
Anioły razem.
A Słowo Ciałem się stało i mieszkało miedzy nami.
Anioł
Do szopy więc, gamonie, niechaj każdy bieży.
Tam wasz Jezusek w żłobie golusieńki leży.
Weźcie mu dar od siebie, kożuch, trochę siana,
Niech go Maria przykryje, by nie zmarzł do rana.
Anioł 1
Żeby go wykarmiła, weźcie trochę mleka,
A może trochę buncu. Przyszli tu z daleka
Anioł 2
A nikt ich nie przywitał, nie dał strawy, domu,
Co za kraj, w którym Boga nie ma witać komu.
(Wszyscy uczestnicy scenki śpiewają kolędę Pójdźmy wszyscy do stajenki)
Scena 5
(scena: Wszyscy – Królowie, Pasterze i Aniołki - dotarli do szopy. W szopie, oprócz Świętej Rodziny, stoją - mówiący Wół, Osioł.
Anioł
Padnijcie tu, przed Bogiem, na kolana, ludzie,
Bo dziś uczestniczycie w przenajświętszym cudzie!
Bóg się na ziemi naszej osobiście zjawił,
By, jak mówią prorocy, od czarta nas zbawił.
Wół
Ale ich tutaj przyszło, jakie zbiegowisko,
Mleko i bunc przynieśli, a tu jest to wszystko.
Osioł
Ale to dary serca, taki wdowi grosik
Dają biednym jak oni, jak kiedyś Janosik.
Wół
Patrzcie, a ci królowie, to jak wół w karecie
W tej stajni, przyszli witać to ubogie dziecię.
I jakie dają dary! Kadzidło i złoto,
I mirrę! Przyjechali, odejdą piechotą!
Osioł
Albo ich osły wezmą na grzbiety za proszę.
Królowie! Im to dobrze! A ja ich nie znoszę.
Wół
Skończcie swe złośliwości. To jest wydarzenie.
Bóg leży w naszym żłobie. Mam chyba widzenie!
Od chwili gdy tu przyszli, mówię zamiast ryczeć,
Owca miast beczeć, śpiewa, osioł przestał kwiczeć
I jakieś mądre słowa z cicha wypowiada.
Coś się zmieni od dzisiaj. Taka moja rada:
Te niusy trzeba sprzedać, ktoś za to zapłaci.
Będziemy więc od dzisiaj sławni i bogaci.
Potem nas do reklamy wybiorą matoły,
I żywot nasz bydlęcy zmieni się w wesoły,
A ludziom prawdę cicho powiemy raz w roku
Tak żeby nie słyszeli. Wolą łzę mam w oku.
Osioł
Cóżeś to taki mądry, nieruchawy wole,
Zamiast w stajni, ty możesz stać jeno w stodole
I choćbyś marzył długo o złotym pałacu
Do karety nie pójdziesz. Pałac jest dla Paców.
Choćbyś samego Boga prosił zmiłowania,
Wciąż tylko wołem będziesz i szkoda gadania.
Każdego los pisany od początku świata
Mój, i twój, i Heroda i nawet Piłata.
Józef
Tyś to jest mądry ośle. Z podziwem słuchałem
Twej przemowy do Woła. I zawsze wiedziałem
Że pomożecie. Z was to piece są bez mała,
Które w zimę ogrzeją nasze zmarzłe ciała
Król I Melchior
Zwraca się do Matki Jezusa, Maryi, która siedzi na skraju żłobu
O Pani, któraś dzisiaj porodziła syna
I w swojej służebności tulisz Boże dziecię,
Wiedz, że nikt ponad Ciebie! Że nikt na tym świecie
Nie będzie bliżej Boga. Tyś jemu jedyna.
Dzisiaj pokłony składam twojemu synowi
Bo on królem nad króle. Tron weźmie Dawida
By panować na wieki. I nie jest to zwida,
Że chce drogę do Boga wytyczyć ludowi.
Przyjmij złoto dla Syna. Choć nie złoto czyni
Królem, to splendor daje mu w oczach narodu.
I kup chleba, by przy nim nikt nie cierpiał głodu,
Zanim chleb swój rozmnoży.
Król III Baltazar
Ja ci mirrę przywożę, która daje zdrowie
Do życia, więc żyj długo, byś spełnił posłanie,
A gdy w ostatnią drogę dadzą przykazanie
Iść, to niech aniołowie przyniosą ją tobie.
Król II Kacper
A ja kadzidło niosę. Z drzew Boswellia serata,
Których węże pilnują fruwające, wrogie.
Bo ono jest dla bogów. A tyś przecież Bogiem.
Pomoże w medytacji nad losami świata.
Niech ono cię unosi ponad ziemskie sprawy,
I niech umysł twój czyni jasnym i widzącym,
Abyś umiał zrozumieć cierpienia dręczące
Ludzi i mógł je sądzić mądrze i łaskawie.
Maryja
Z serca wam dziękujemy szlachetni królowie.
O waszym poświęceniu cały świat się dowie.
Pasterz pierwszy
Oj Panie, po coś przyszedł na tę podłą ziemię?
Chciał żeś od głodu zbawić to pasterskie plemię?
A może chcesz nas wszystkich z tej ziemi prowadzić
Do innej obiecanej, gdzie nie będziem wadzić
Nikomu, tylko sami pod drzewami siedzieć,
Jak w raju. Pić, ucztować, o świecie nie wiedzieć
Więcej niż trzeba. Co dnia. A jak przyjdzie pora
Na łono Abrahama pójdziemy do dwora.
Pasterz drugi
Aleś ty głupi, Jaśku, wciąż ci żarcie w głowie
I picie, i nieróbstwo. Uświadom ty sobie,
Że mały Jezus przyszedł, żeby nas wybawić
Od czarta, a nie po to, byś mógł lepiej trawić.
Uświadom sobie wreszcie, że na tamtym świecie
Dopiero będziesz w raju. Tu zaś o to dziecię
Musimy dbać i chronić go od różnych mocy,
Bo bez niego w czartowskiej będziemy żyć nocy.
Uświadom sobie takoż, że ludzkie słabości
On zrozumie. Lecz prędzej policzę ci kości,
Niż pozwolę byś swoje „tu i teraz” sprzedał
Za zbawienie i drogę prościutką do nieba.
Józef
Hej pasterze, co w ciężkiej pracy dni spędzacie
Jak i ja, a zapłatę za nią marną macie,
Dziękujemy wam z serca za serc waszych miłość,
Która prostuje świata pokrętną zawiłość.
Wszyscy śpiewają kolędę Przybieżeli do Betlejem
Składanie hołdów i pożegnanie ze Świętą Rodziną
Pasterze oddają hołd
Pasterz drugi
Panie Jezu, dziś hołd ci razem oddajemy,
Naszą ogromną radość wyrazić tu chcemy,
Żeś z wysokiego nieba na tę nasza ziemię
Zechciał zstąpić, by zbawić nasze liche plemię.
Pasterz pierwszy
Dziękujemy ci Jezu za twój plan zabawienia,
Co biednych, jak my, ludzi w miłości docenia
I pozwoli nam zyskać nagrodę w niebiosach
Tylko za bycie dobrym.
Król Kacper
Aniołowie: glosa.
Aniołowie:
Alleluja, Alleluja, Alleluja
Królowie oddają hołd
Król I Melchior
O Panie, władco przyszły świata widzialnego,
I niebios, i duchowych ostępów wiecznego:
Tobie hołd oddajemy, twej boskiej wielkości
A imię twe na ziemi nich na zawsze gości.
Król II Kacper
Niech ci pokłon oddają mędrcy i pasterze,
Z imieniem twym na ustach niech każdy trwa w wierze,
Że mądrość jest dla wszystkich, i miłość, i wiara,
I nadzieja.
Anioł
Lecz głupim nagrodą jest kara.
Król III Baltazar
Teraz już odjeżdżamy w Arabii pustynie
By głosić twoje imię, które nie zaginie
W piaskach i ludzkich duszach dopóki ci ludzie
Niebiosa będą wznosić tu na ziemi, w trudzie.
Król II Kacper
A jak zwiędną twe prawa, bo w dusze nie wrosły,
Przyjdą tu ludzie wściekli jak pustynne osły,
I resztkę praw, zieleni uschniętej, zwiędniętej,
Rozdepczą i skalają w ziemi już nie świętej.
Oba Anioły Chórem
Alleluja, alleluja, alleluja
Anioły przy współudziale wszystkich uczestników sceny śpiewają
Nie było miejsca dla Ciebie, w Betlejem w żadnej gospodzie,
Ty narodziłeś się, Jezu, w stajni, ubóstwie i chłodzie.
Nie było miejsca, choć zszedłeś jako Zbawiciel na ziemię,
By wyrwać z czarta niewoli nieszczęsne Adama plemię.
Gdy lisy mają swe nory, a ptaki swoje gniazdeczka,
Dla Ciebie brakło gospody -Tyś musiał szukać żłóbeczka.
Maryja śpiewa Jezuskowi pastorałkę, uczestnicy sceny włączają sięę w refren
Maryja.
Lulajże Jezuniu, moja Perełko…
Lulaj ulubione Me Pieścidełko.
Chór
Lulajże Jezuniu, lulajże lulaj!
A Ty Go Matulu z płaczu utulaj!
Maryja
Zamknijże zmrużone płaczem powieczki,
Utulajże zemdlone łkaniem usteczki
Chór
Lulajże Jezuniu, lulajże lulaj
A Ty go Matulu z płaczu utulaj.
Scena szósta
Zamek Heroda. Herod widzi śmierć. Przyszła go ukarać za jego niecne czyny.
Herod.
Ale diabeł mnie wykpił swoimi kłamstwami,
Oszukał i postawił pomiędzy łotrami.
Kto teraz zapamięta moje dokonania:
Świątynię, i Herodium, i Twierdzę Antonia?
Teatry, gimnazjony, hipodromy, drogi!
A w pamięci zostanę jako tyran srogi!
Jako morderca dzieci, w dodatku pechowy!
Bo nie zabiłem tego posłańca Jehowy
Który przyszedł, by zmienić świat wbrew mojej woli.
I każde z moich morderstw mniej dzisiaj mnie boli
Niż to niepopełnione. Tak, żałuję tego
Że nie zabiłem króla z niebios przedwiecznego
Że pozwoliłem na to, by on świat nasz zmieniał,
Miłością go budował, biednego doceniał.
O jak fatalnie kończę moje panowanie
Gdy dzisiaj stąd odejdę, nic tu nie zostanie.
Może tylko ta ściana z wielkich głazów spięta.
Będą przy niej rozpaczać na żydowskie święta.
Będą biadolić, płakać, modły swoje wznosić
Ale za moją duszę nikt nie będzie prosił.
Śmierć
Byłeś łotrem, więc dzisiaj znalazł Diabeł swego.
Teraz już nie unikniesz ognia piekielnego.
Na wieki będziesz w smole piekielnej się smażył,
Boś na Boga swą rękę podnieść się odważył.
Więc pochyl swoją głowę, niech świśnie ma kosa.
Już po wszystkim. Skończone. Teraz jeszcze glosa
Do wyroku na piśmie, dla władców przestroga:
Choć przeciw Bogu stajesz, nie dosięgniesz Boga.
Diabeł
Aleś głupi Herodzie. Ja bez cyrografu
Mam twą duszę na własność. A ty żeś chciał światu
Swoją wolę narzucić? Nie pozwolić Bogu
By między ludzi zstąpił? Stanął na ich progu?
Swego pierworodnego życia pozbawiłeś!
Swoją matkę w więzieniu na śmierć zagłodziłeś!
A teraz chciałeś nawet Boga zamordować,
By nad światem, spokojnie, bez niego panować?
Cóż za głupota padła na twe rozeznanie?
Niemożliwe nad światem takie panowanie.
Bez Boga i bez prawa świat w nicość zapada.
Na co ci taka władza?
Wzruszając ramionami
Na nic moja rada.
Porywając duszę Heroda woła
Kończmy taniec śmierci ziemski!
Diabeł dzisiaj jest zwycięski!
Za twe zbrodnie, za twe zbytki,
Chodź do piekła, boś jest brzydki!
Na koniec Maryja recytuje monolog końcowy w czasie którego wszyscy uczestnicy Jasełek sukcesywnie wychodzą i stają obok
Po coś przyszedł na ten świat Wszechmogący Boże,
Żeby wśród bydlęcia mieć swe królewskie łoże?
Po coś przyszedł miedzy nas, któryś wszechświat stworzył,
By się Józef przed Herodem o Twe życie trwożył?
Na toś przyniósł między nas miłość do człowieka,
Byś na ośle zaraz musiał przed śmiercią uciekać?
Czyżbyś wierzył, że zostaniesz w chwale powitany
Tu, gdzie tylko hołd oddają bogatym ziemiany?
Czyżbyś ufał, że miłością można przemóc wszystko,
Na tej ziemi, gdzie z Twej śmierci uczynią igrzysko?
Czyżbyś myślał, że zostaną wśród nas Twoje słowa,
Gdy krwią spłyniesz, by za nasze grzechy pokutować?
Myślę jednak, że Ty wiesz, bo ty widzisz koniec,
Boś Ty przecież Boży Syn, a nie z wieścią goniec.
Wierzę mocno, że Ty masz taką siłę w sobie,
Żeby człowiek nie bał się spocząć kiedyś w grobie.
Ufam Tobie, żeś nam jest na ofiarę dany,
Że Betlejem to początek w nasz los też wpisany.
Wszyscy uczestnicy śpiewają kolędę „Bóg się rodzi”
Anioł
Hej ludzie, do widzenia, wizyta skończona,
Maryja maleńkiego chce tulić do łona
I dać mu podjeść trochę. Więc o ciszę proszę
a w naszej kulturze
Pierś Maryi oglądać jest przeciw naturze.
Anioł 1
Tutaj nie Portugalia. To tam w Nazarecie
W ołtarzu Maria karmi swą piersią, swe dziecię.
Więc żegnamy was wszystkich i zdrowia życzymy,
Wszyscy uczestnicy razem
Za rok tu, przy stajence, znowu się widzimy.
Osoby
· Śmierć
· Maryja
· Józef
· Anioł
· Anioł1
· Anioł2
· Król Herod
· Król I Melchior
· Król II Kacper
· Król III Baltazar
· Pasterz I
· Pasterz II
· Diabeł
· Osioł
· Wół


















