środa, 7 stycznia 2026

Prawdziwa bajka o hołdzie trzech króli

 

Prawdziwa scena z wizyty trzech króli u Heroda - zdjęcie Jurek Szmalhofer 

 

Gdzieś tam, daleko od Izraela, na nędznych pozostałościach wielkiej świetności Babilonu i Ur Haldejskiego, nadal tliło się życie. I to zwyczajne, i to duchowe, a nawet to umysłowe.

Sam Babilon był już tylko cieniem swojej dawnej świetności i potęgi. Zburzone przed setkami lat ziguratty, rozsypujące się mury, piasek zasypujący pozostałości po wiszących ogrodach, i jego mieszkańcy, w których nic nie pozostało z dawnej pychy, jaką widzieli w nich przesiedleni tam sześćset lat wcześniej mieszkańcy Jerozolimy w liczbie niecałych pięciu tysięcy.

 

Tak. Pycha, bałwochwalstwo, zepsucie, prześladowanie sprawiedliwych, niewierność Bogu – te cechy Babilończyków wryły się w pamięć Izraela.

Mimo tego antycznego dziadostwa, którym były pozostałości dawnej świetności, trwał Wielki Babilon w kulturze i religii Izraela przez kolejne pół tysiąca lat, zapisany w świętych księgach i powtarzany w słowach, które były ostrzeżeniami  przed złem, upadkiem, zepsuciem, pogaństwem i niewiarą w Boga Jedynego.

 

A potem narodził się Jezus.

 

Trzej magowie, nieliczni już spośród tysięcy jakich kiedyś wydała Babilonia, spotkali się na miejscowym bazarze, będącym, jak wszystko w okolicy, jedynie marną reminiscencją bazarów z okresu świetności miasta.

Ale nawet magowie muszą jeść w chwilach gdy nie badają nieba, nie zajmują się astrologią i przepowiadaniem przyszłości.

Ci trzej akurat spotkali się zupełnie przypadkiem, co nie było dziwne, gdy się wiedziało, że uważali Przypadek za jednego z bogów rządzących światem.

Jeden przyszedł kupić trochę zieleniny, podpłomyki i trochę mięsa. Drugi podobnie. A trzeci, przypadkiem, dokładnie tak samo. Przekazy ni mówią tylko, czy kupowali te same ilości każdego produktu, nie jest to jednak istotne dla naszej opowieści.

 

Magowie znali się dobrze, choć widywali bardzo rzadko. Zamknięci w swoich wieżach astronomicznych nie spali nocami, a za to dużo spali w dzień.

Jednak ostatnia noc była inna od innych. Każdy z nich, a pewnie i każdy z nielicznych już mieszkańców Babilonu, mógł zobaczyć na niebie, jeśli nie zasnął, niewidziane nigdy zjawisko. Niedługo po północy na zachodniej części nieba pojawiła się wielka gwiazda. Nie dość, że była wielka, to jeszcze zachowywała się dziwnie. Dało się zauważyć, że wykonuje wirowy, spiralny ruch wokół jakiegoś środka ciężkości. Co więcej, wydawało się, że pochłania inne gwiazdy, znajdujące się w jej pobliżu, a te, których nie pochłonęła, tracą swój blask, jakby się wstydziły świecić zbyt jasno w jej obecności.

Zauważyli także, że z nieba zaczęły spadać jakieś dziwne płatki, jakby śnieg, który nigdy w Babilonie nie padał, albo płatki kwiatów, które kiedyś rosły w wiszących ogrodach, których także nie było od dawna.

Na dodatek widzieli, że ich skóra ich dłoni zmieniała kolor. Raz była żółta, raz fioletowa, a jeszcze zielona.

 

Wszyscy trzej magowie zarejestrowali to przedziwne zjawisko i nie mogli w dzień usnąć. Stąd ich obecność na bazarze. A jak już się spotkali, to każdy wyczuł okazję do przedyskutowania przyczyn i konsekwencji zaobserwowanej anomalii.

 

No i jak tam, szanowni królowie minęła wam noc? -  zapytał jeden z magów imieniem Melchior, który słowa król użył nie przez pomyłkę, jako że tak do siebie mówili, gdy byli we własnym gronie. W końcu byli panami wiedzy wszelakiej, takiej, jakiej nie mieli nawet królowie ziemscy, więc to określenie należało im się, jak psu kość.

 

No, coś się stało wielkiego – odpowiedział ostrożnie drugi mag, którego nazwiemy na potrzeby tej bajki królem Kacprem.

Rzeczywiście, coś przekraczającego wyobraźnię. Jak żyję, nic takiego nie widziałem – skwitował mag trzeci, czyli król Baltazar.

 

Musimy to przebadać. Nie można sprawy zostawić samej sobie – odrzekł Melchior. Myślę, ze obaj zgodzicie się z jednym: musiał się narodzić ktoś bardzo ważny. Wszystko wskazuje, że to w Rzymie.

A mnie się wydaje, że coś bliżej – rzekł Kacper. Jakby w Rzymie, toby gwiazda była nad samym zachodnim horyzontem. A była wysoko, jakby wskazywała na Liban albo Izrael.

 Ustalmy tak – odezwał się Baltazar. Niech każdy idzie do siebie przeszukać stare księgi i jak coś znajdziemy, to pasuje się nam wybrać do tego kogoś z hołdem. Widzicie wokół to dziadostwo, te ruiny cywilizacji. Tu dalej żyć się nie da. Może tam przygarnie nas jakiś nowy władca?

Ale żeby, to musimy mu zanieść jakieś dary – odezwał się Kacper. Z pustymi rękami nie pójdziemy.

 

Ja mam trochę złotych dukatów – odezwał się Melchior. Zostały po moich przodkach, jak handlowali z Żydami w Babilonie, więc je wezmę.

A ja bym pojechał z mirrą. Mam ją po mojej świętej pamięci matce położnej, Panie świeć nad jej duszą.

No to ja zabiorę kadzidło – rzekła Kasper. Moja rodzina ma plantację kadzidłowców Boswellia Serrata. Wybiorę się tam jutro, odgonię węże fruwające, srogie, które pilnują plantacji i nazbieram koszyczek żywicy. A cynamon, goździk,, lawendę jaśmin, palo santo i inne zioła dokupię tu na bazarze.

 

No to wiemy, co robić – radośnie wykrzyknął Baltazar. Tylko skąd weźmiemy wielbłądy? Tu zafrasowali się w trójkę. Wielbłąd to środek transportu drogi, a ich stać było co najwyżej na osły. Ale królowie na osłach? Nie wypada.

 

Przeszukajmy stare księgi, a wielbłądy zostawmy opatrzności – skwitował Kacper.

Jak powiedzieli, tak zrobili

 

Spotkali się po czterech dniach. Każdy wiedział po trochu, ale najwięcej Kacper. Znalazł mianowicie stare żydowskie papirusy, na których spisywali swoje święte księgi, może i Torę, jak siedzieli na delegacji w Babilonie, i tam znalazł przepowiednię, że ma się narodzić król żydowski niedaleko Jerozolimy. Ówczesny żydowski prorok Baalam napisał przed laty: Wschodzi gwiazda z Jakuba z Izraela podnosi  się berło

 

No to jedziemy do Izrala, panowie – rzekł wyłuszczywszy im całą sprawę.

O, wielbłądy także mamy – Kacper wskazał na trzy zwierzęta, przywiązane koło jego pracowni. To zapewne Bóg Przypadek je tu dla nas przywiódł.

Zabrali każdy po jednym pieszym służącym, na osły zapakowali bagaże i ruszyli.

 

Jechali, i jechali, i jechali i jechali, a ich służba szła, i szła, i szła. Nie będziemy tu omawiali wszystkich przygód, jakie ich po drodze spotkały, a były to przygody i niebezpieczne – wszak zbójców na drogach było mnóstwo, i śmieszne, i straszne, jako że za nimi pociągnęły wszystkie strachy i zmory Babilonu, którym dopiero Jordan zagrodził drogę i musiały zawrócić.

 

Jak tak jechali i szli, to nawet czasu nie liczyli dokładnie, ale jechali prawie rok, a szli też prawie rok cały, ale tym co szli, wydawało się, ze już minęły dwa lata. Wyruszyli cztery dni po gwieździe, minęła zima, wiosna, straszliwie gorące lato, jesień i znowu nastała zima, a oni wciąż jechali. Służbie, która szła, musieli kupić trzecią par butów, i po  nowym turbanie, bo stare spaliło słońce pustyni.

 

Jak dojechali do Jerozolimy, był początek zimy. Zimno było jak… nie wiem co. Nawet sadzawka Siloe zamarzła i pobożni Żydzi nie mieli gdzie robić swoich rytualnych kąpieli, więc wszyscy zgromadzili się przy wielkim murze ściany zachodniej Świątyni i lamentowali do Boga, prosząc o niezmienianie klimatu, który, jak dotychczas, był łagodny i przyjemny.

No i co z tego, że z Góry Oliwnej dzieci zjeżdżały na sankach, jak powinny siedzieć w chederach i uczyć się na pamięć świętych wersetów.

 

Wjechali do miasta przez Bramę Gnojną i natychmiast wszyscy zaczęli płakać. Służba także. To po to, że nie chcieli się wyróżniać z tłumu płaczących Żydów. Jak już otarli łzy, zapytali przygodnych pielgrzymów «Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę2 na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon».

 

Mędrcy czy też magowie nie byli dyplomatami i nie przyszło im do głowy sprawdzić wcześniej, jak wygląda sytuacja społeczno polityczna w państwie Heroda.

Na szczęście. Bo jakby się zapytali, to by do Jerozolimy nie przyjechali, a może wcale nigdzie by nie wyruszyli.

Nie wiedzieli biedacy, że Herod wszystkich pretendentów do tronu skracał o głowę. Tak uczynił ze swoimi kilkoma synami, tak zrobił z jedną z licznych żon, a swoją matkę to nawet zagłodził na śmierć.

A tak w swojej niewiedzy pytali przygodnych jerozolimczyków o następcę miłościwie (albo i nie) panującego im Heroda.

Tajne służby króla, które czuwały  dzień i noc, doniosły Herodowi o tych dziwakach, którzy przybyli ze świata i chcą oddać pokłon następcy Jaśnie Pa….. Nie skończył, bo ucięto mu głowę.

Herod przeraził się po tej wieści wraz z całą Jerozolimą, co by to nie miało znaczyć,  i zawezwał do siebie wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Skubany, przeczuł, że chodzi o Mesjasza, a nie żadnego króla, ale to tylko zwiększyło jego trwogę.

 

Pytani przez Heroda arcykapłani, po krótkiej naradzie,  odpowiedzieli: «W Betlejem judzkim, bo tak napisał Prorok:

A ty, Betlejem, ziemio Judy,
nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy,
albowiem z ciebie wyjdzie władca,
który będzie pasterzem ludu mego, Izraela»

Boże moich przodków, jęknął Herod, kiedy to usłyszał, nie pozwolę na to.


Jak już wszyscy wyszli i został sam, zawezwał kolejnego tajniaka i rzekł mu: Przywołaj mi tu mędrców, ale tak, by nikt nie wiedział.

 

Jako że należał do elity intelektualnej – pomimo swoich morderstw – przywitał ich na wzór Nerona poezją:

 

Witajcie mi, królowie, mędrcy nauk wschodu.

Dla jakiej to idei tyle aż zachodu

Z waszej strony, poświęceń w drodze po pustyni?

A te dary to dla mnie? Nikt przecież nie czyni

 

Takich wypraw dla sprawy błahej. Więc wy po co

Jak za gwiazdą jedziecie tutaj dniem i nocą?

 

Niezrażeni królowie, także elita intelektualna, choć z podupadłego kraju, odpowiedzieli równie pięknie

 

Król Melchior

Wybacz królu, lecz dary nie tobie wieziemy

Z nimi do króla Niebios z gwiazdą wędrujemy.

 

Król Kacper

Jak mówią święte księgi, Pan Nieba i Ziemi

Ma się tutaj narodzić, pomiędzy swojemi,

By swe władztwo rozciągnąć już po wszystkie lata

Na ludzi, których kocha, z calutkiego świata.

 

Król Baltazar

Wpadliśmy tu do ciebie, by o drogę spytać.

A może razem z nami, chcesz go, królu, witać?

Że on większy od ciebie, nie warto się zżymać,

A czasy są niepewne i z nim warto trzymać.

 

Herod z pełną dostojeństwa powagą odpowiedział:

 

Herod

Dziękuję Wam, o Mędrcy, sam mu dary złożę.

Że on większy ode mnie, wcale się nie srożę.

Ja swoją małość przecież widzę doskonale.

Jedźcie więc.

 

Na boku:

Ja zadziałem tak jak w kryminale.

 

Ale przechodząc do sprawy, o której, choć nie zawsze jest prozaiczna, lepiej mówić prozą, zapytam: to kiedy ukazała się wam ta gwiazda. Ano będzie już rok temu – odparł Kacper. Aha – zadumał się Herod. Szkoda, że tak zwlekaliście. Sprawa prawie się przedawniła. Ale dam radę.

 

Na koniec audiencji powiem tak: «Udajcie się do Betlejem, bo tam ma się narodzić i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie, donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon».

 

Królowie, wysłuchawszy króla, ruszyli niezwłocznie w drogę. Gdzieś na zboczu góry, spotkali pasterzy, który, oszołomieni wizją nowego świata, który na nich czeka, od roku nic nie robili, tylko czekali. A nawet pomyśleli,  czy by nie zubożyć ciut bogatych wędrowców, idących mimo. Ale nie zubożyli

 

Niespodzianie  gwiazda, której nie widzieli od Babilonu, pojawiła się przed nimi i słowami Anioła rzekła:

Mędrcy świata, Monarchowie! Gdzie spiesznie dążycie!

Powiedzcież nam trzej królowie, chcecie wiedzieć Dziecię?

Ono w żłobie, nie ma tronu, i berła nie dzierży.

A proroctwo Jego zgonu już się w świecie szerzy.

Mędrcy świata, złość okrutna Dziecię prześladuje.

Wieść to smutna, wieść okrutna, Herod spisek knuje.

Nic monarchów nie odstrasza. Do Betlejem śpieszą.

Gwiazda Zbawcę im ogłasza, Nadzieją się cieszą.

 

I ta gwiazda szła przed nimi i zatrzymała się przed domem w Betlejem. To tu? Zapytali chórem zdumieni Mędrcy. Miało być w Żłobie. Było, ale rok temu. To wasza wina, że tak się guzdraliście. Teraz mieszka w domu.

Weszli do wskazanego im domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę.

 

Król Melchior zwracając się do Maryi, rzekł:

O Pani, któraś dzisiaj porodziła syna

I w swojej służebności tulisz Boże dziecię,

Wiedz, że nikt ponad Ciebie! Że nikt na tym świecie

Nie będzie bliżej Boga. Tyś jemu jedyna.

 

Dzisiaj pokłony składam twojemu synowi

Bo on królem nad króle. Tron weźmie Dawida

By panować na wieki. I nie jest to zwida,

Że chce drogę do Boga wytyczyć ludowi.

 

Przyjmij złoto dla Syna. Choć nie złoto czyni

Królem, to splendor daje mu w oczach narodu.

I kup chleba, by przy nim nikt nie cierpiał głodu,

Zanim chleb swój rozmnoży.

 

Król Baltazarzaś powiedział:

Ja ci mirrę przywożę, która daje zdrowie

Do życia, więc żyj długo, byś spełnił posłanie,

A gdy w ostatnią drogę dadzą przykazanie

Iść, to niech aniołowie przyniosą ją tobie.

 

Król Kacper nieco odleciał wraz kadzidłem, które ofiarował:

A ja kadzidło niosę. Z drzew Boswellia serata,

Których węże pilnują fruwające, wrogie.

Bo ono jest dla bogów. A tyś przecież Bogiem.

Pomoże w medytacji nad losami świata.

 

Niech ono cię unosi ponad ziemskie sprawy,

I niech umysł twój czyni jasnym i widzącym,

Abyś umiał zrozumieć cierpienia dręczące

Ludzi i mógł je sądzić mądrze i łaskawie.

 

Maryja im odpowiedziała

Z serca wam dziękujemy szlachetni królowie.

O waszym poświęceniu cały świat się dowie.

 

Potem długo trwały serdeczne rozmowy, królowie opowiadali o drodze, którą przebyli, Maryja mówiła o Nazarecie i Duchu świętym, nawet mały, roczny Jezusek, próbował o czymś im powiedzieć, ale jeszcze nie mówił zbyt dobrze, więc tylko się uśmiechał i im błogosławił.

Tylko Józef przez całą audiencję nie odezwał się ani słowem, bo taki był milczek.

 

Gdy już wszyscy mieli dosyć gadania, Królowie oddali na pożegnanie  hołd Jezusowi.

 

Król Melchior

O Panie, władco przyszły świata widzialnego,

I niebios, i duchowych ostępów wiecznego:

Tobie hołd oddajemy, twej boskiej wielkości

A imię twe na ziemi nich na zawsze gości.

 

Król Kacper

Niech ci pokłon oddają mędrcy i pasterze,

Z imieniem twym na ustach niech każdy trwa w wierze,

Że mądrość jest dla wszystkich, i miłość, i wiara,

I nadzieja.

 

Tu wtrącił się Anioł,

Lecz głupim nagrodą jest kara.

 

Król Baltazar

Teraz już odjeżdżamy w Arabii pustynie

By głosić twoje imię, które nie zaginie

W piaskach i ludzkich duszach dopóki ci ludzie

Niebiosa będą wznosić tu na ziemi, w trudzie.

 

Król Kacper

A jak zwiędną twe prawa, bo w dusze nie wrosły,

Przyjdą tu ludzie wściekli jak pustynne osły,

I resztkę praw, zieleni uschniętej, zwiędniętej,

Rozdepczą i skalają w ziemi już nie świętej.

 

No i koniec. Wizyta skończona. Fakt faktem, nie od razu odjechali w Arabii pustynie, lecz poszli spać do gospody. Tam otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny.

Prawdopodobnie jechali przez  ziemię Lechitów, gdzie na zawsze została o nich pamięć i gdzie co roku na ulice miast i wsi wychodzą barwne orszaki Trzech Króli, w których mało kto tak naprawdę zna Prawdę.

I po to jest ta bajka.

 

  

czwartek, 1 stycznia 2026

Jasełka mieleckie (ze zdjęciami)

 

 

Wszystkie zdjęcia Jurka Szmalhofera - wielkie dzięki

 Prolog Śmierci

 

Jest ciemno. Stara, ubrana na czarno kobieta stoi nieruchoma i patrząc w przestrzeń przed sobą, mówi w zamyśleniu

 


Już zmierzcha, a ja stoję jak zamurowana. 

Na kogo ja dziś czekam? Na wielkiego pana?

Czy na chudopachołka, który tu zabłądzi?

W drodze donikąd przyjdzie, od czci mnie odsądzi. 

 

Co mnie tu trzyma kiedy obowiązków tyle,

Że odpocząć nie mogę już nawet przez chwilę.

A ludzie mi schlebiają, choć mnie nienawidzą,

Żem jest jak wielka dama, że się mnie nie wstydzą,

 

Żem asystą dla wielu na ich życia drodze,

Że moich rad słuchają, choć doradzam srodze.

Gdy dla innych najgorszą z najgorszych zostałam

I chcieliby, bym wcześniej niż oni skonała.

 

Śmieszni są i naiwni, nie wiedzą, co mówią,

Ja od wieków już jestem, lubią czy nie lubią.

Adam mnie z Ewą zrodził,  choć tego nie czułam

I od tamtego czasu po ziemi się tułam.

 

Choć bezdomna, tom wielka, nikt mnie nie pokona.

Żaden się nie narodził z kobiecego łona

Człowiek, który by ze mną wygrał te zawody.

I nieważne. czy stary on jest. czy jest młody.

 

Choć przyznam, lubię życie, kiedy się objawi

Nowe na ziemi naszej, gdy mu błogosławi

Matka na długą drogę, choć wie dobrze o tym,

Że życie może minąć ze skrzydeł łopotem.

 

Bo ja już od kołyski nad człowiekiem czuwam

I na okazję czekam, choć w cień się usuwam.

A kiedy dziecko umrze lub ktoś w sile wieku,

Wtedy większy jest jeszcze mój tryumf nad człowiekiem.

 

Kto zwycięży dziś, nie wiem. Ale od prawieka

Zawsze śmierć zwyciężała każdego człowieka.

I nadal moc ma wielka, a wątpiący śmieszny,

Bo mnie nikt nie pokona!

Chyba że bezgrzeszny…..

 

O, już idą. Z daleka. Gwiazda im przewodzi!

Kobieta w ciąży. Syna niedługo porodzi.

Jakiś mnie dreszcz przenika, pierwszy raz się boję

Czy on pierwszy przełamie wieczne władztwo moje?

  

 

Scena 1

 

Zbliżają się Maryja i Józef. Maryja jest zmęczona, zmarznięta i słaba.

Podchodzą pod mury Jeruzalem

 

Józef

 

Patrz Miriam: Jeruzalem, nasze miasto święte,

Tam w Przybytku swym mieszka Bóg nasz niepojęty.

I Szechina jaśnieje na znak z nim przymierza,

Każdy mu swoje troski w Świątyni powierza.

 

Do domu Pana idą wędrowcy strudzeni,

Ofiarować mu dary naszej świętej ziemi,

Gołębie i baranki, czasem jagnię młode,

Dziękując za opiekę, zdrowie i pogodę.

 

Może my też wejdziemy do miasta przed nocą?

Mogłabyś w jakiejś karczmie po marszu odpocząć

Bo nie wiem, co się jeszcze zdarzy nam po drodze,

Więc lepiej sił tu nabrać, boś zmęczona srodze.

 


Maryja

 

Józefie, jakaś trwoga mnie na wskroś przenika.

Może widok tej skały? Jakby męczennika

Czaszka co niby w diadem z krzyżami przybrana,

Taki lęk we mnie budzi, że drżę w strachu cała.

 

Nie wchodźmy w bramę, skręćmy, mińmy Jeruzalem

Bokiem, bo tutaj domu nie znajdziemy wcale

Ani ludzi życzliwych. Idźmy ku Betlejem,

Skąd się twój ród wywodzi.

O, już jest mi śmielej.

 

Jeszcze tylko dolinę Cedronu przejdziemy

I już ze wzgórza miasto nasze dostrzeżemy.

O, już Betlejem widać! Jeszcze tylko chwilę,

A przy grobie Racheli do ziemi się schylę

 

I o szczęśliwy poród syna będę prosić,

Naszą pramatkę Rachel, i modły zanosić.

Choć, jak powiedział Anioł, mam łaskę u Boga,

Ale każdej kobiecie nieobca jest trwoga

 

W takich chwilach.

 

Maryja pochyla się i modli o szczęśliwy poród, potem wstaje i trzymając się za brzemienny brzuch, mówi:

 

Maryja

 

Józefie! O mój mężu, iść dłużej nie mogę!

Muszę usiąść, bo bóle utrudniają drogę.

Ale wierzę, że dobrych ludzi tu znajdziemy

I w gospodzie na noc tę nocleg dostaniemy

 

Józef

 

O, tam ktoś jest, pobiegnę, przed zamknięciem zdążę,

Może tu nam pozwolą przez wzgląd na twą ciążę

Wejść do domu, do ciepła, zagrzać zmarzłe nogi.

 

Wraca

 

No nie! Bo karczmarzowa wymyła podłogi.

 

Ale mi podpowiedział gospodarz na boku,

Że za Betlejem, blisko, na łagodnym stoku

Ma swą szopę, w niej woły, tam stanąć możemy.

Razem ze zwierzętami z zimna nie zmarzniemy.

 

Maryja

 

Dobry jest z niego człowiek, Bóg mu wynagrodzi.

Patrz Józefie, jak dziwnie Pan nas przez świat wodzi.

Tam wielkie Jeruzalem, tu małe Betlejem.

To w nim syna urodzę. W nim zaczną się dzieje.

 

Z Nazaretu przez Betel idę do Efrata

Syna rodzić, jak Rachel, dla zbawienia świata.

Ona zmarła drugiego rodząc Beniamina,

A ja tylko jednego będę rodzić syna.

 

Jednego, jedynego, dla świata całego

Na zbawienie, na radość dla rodu ludzkiego,

I Boga będę prosić, żeby mnie zachował

Przy zdrowiu, bym Jezuska zdołała wychować.

 


Józef

 

Patrz Maryjo, już szopa, połóż się w tym żłobie,

W sianie miękkim odpocznij.

 

Na boku

Cóż ja biedny zrobię

Kiedy już zacznie rodzić? Sam nic nie poradzę

Bez babki! Tylko jej dać nad porodem władzę.

 

Przecież Anioł nie zejdzie z nieba pośród nocy.

Chyba żeby?

Mówiła, że jest ku pomocy!

Niech więc rodzić pomoże!

Co ja gadam? Boże!

Poród blisko, a ja się coraz bardziej trwożę.

 

Anioł

 

A czemuż to Józefie taki żeś dziś słaby?

Coś z psychiką? Gdy nie ma przy porodzie baby

Anioł zawsze pomoże. Ty się módl jedynie.

A łaska Boska z nieba na rodzącą spłynie.

 

No patrz! Słuchaj! Już mały Jezus na świat przyszedł,

A tyś nawet nie zemdlał.

 


 

Anioł 1

 

Tu płacz rozdarł ciszę

Nocną. Wszyscyśmy w trójkę głośno się zaśmiali:

Maryja wraz z Józefem .

Jezuska trzymali

W dłoniach, Bo kwilił cicho, jakby świat ten witał,

Świat okrutny i piękny.

Zaczynało świtać.

 

Anioł

A może tylko zorza pół nieba pokryła,

I anielskimi głosy nas rozanieliła.

A anieli co z nieba na ziemię sfrunęli,

Anielskimi głosami kolędę zaczęli

Śpiewać.

 

Wszyscy aniołowie śpiewają – Gdy śliczna panna

 

A Maryja przypomniała sobie pastorałkę i cichutko zanuciła

 

Maryja

 

Lulajże maleńki mój aniołeczku

Utulże swój nosek w miękkim sianeczku

Niech twoja głowusia śliczne sny rodzi

Niech twoja mamusia szczęśliwa chodzi

Niech świat ten okrutny swoje ciężary

Nałoży na ciebie gdy będziesz stary

A teraz w mych dłoniach wysłuchaj baśni

I szybko szybciutko spokojnie zaśnij

 

Śmierć

 

Ja jestem, jaka jestem, cicha, niewidoczna,  

Milcząca całe życie, jakby mnie nie było.

Mówią: przerażająca, mówią też, że mroczna.

Jestem tą, co zabija najpiękniejszą miłość.

 

Jestem tą, którą Herod, by utrzymać władzę,

Spróbuje wykorzystać, żeby zabić dziecię

Co się dziś narodziło. Ktoś mu to poradzi

Przebiegły, lecz naprawdę najgłupszy na świecie.

 

Próśb jego nie posłucham, zamiary zniweczę

Odłożę je ad acta, aż Piłat nastanie.

I przez lat kilkadziesiąt wezmę pod swą pieczę

To dziecko, w którym wielkie mam oczekiwanie.

  


Bo nawet śmierć człowieka ma swój czas właściwy,

Żeby mieć z niej naukę i pożytek jakiś.

A tu, czuję, coś więcej, tutaj ponad niwy

Wzejdzie nauka wielka i świat ten wzbogaci.

 

 

 

Anioł

 

W tym czasie, w Rzymie, młody Poncjusz Piłat siedział na zydlu i rozmyślał nad tym, kim chciałby zostać, kiedy dorośnie. Jak każdy chłopiec w jego wieku chciał zostać legionistą i zdobywać dla Rzymu nowe kraje.

 

Nie wiedział jeszcze, że Los, będący de facto Żydowskim Bogiem, przeewidział dla niego inne zadanie.

Nie wiadomo dlaczego akurat jego Bóg wybrał przed wiekami, by kiedyś został sędzią jego Syna. I by jako sędzia skazał go na śmierć przez modne wówczas w Rzymie ukrzyżowanie.

 


Ale należy pamiętać, że to, iż Bóg wybrał Piłata na najbardziej znanego po Bogu sędziego w historii, nie oznaczało wcale, że po pierwsze: Piłat musiał sędzią zostać, a po drugie, że musiał skazać Jezusa na ukrzyżowanie.

 

Piłat, jak każdy z nas, miał wolną wolę. Mógł więc odmówić i Bogu, i Żydom.

Ale nie odmówił.

 

A Bóg od zawsze jedynie wiedział, że Piłat nie odmówi. I wcale go do niczego nie zmuszał.

  

 

Scena 2

 

Anioł

(Jesteśmy w zamku Heroda, Herod siedzi na swym tronie. Podchodzą do niego trzej królowie).

 

Herod

 

Witajcie mi, królowie, mędrcy nauk wschodu.

Dla jakiej to idei tyle aż zachodu

Z waszej strony, poświęceń w drodze po pustyni?

A te dary to dla mnie? Nikt przecież nie czyni

 

Takich wypraw dla sprawy błahej. Więc wy po co

Jak za gwiazdą jedziecie tutaj dniem i nocą?

 

 

Król I Melchior

 

Wybacz królu, lecz dary nie tobie wieziemy

Z nimi do króla Niebios z gwiazdą wędrujemy.

 

Król II Kacper

 

Jak mówią święte księgi, Pan Nieba i Ziemi

Ma się dzisiaj narodzić pomiędzy swojemi

By swe władztwo rozciągnąć już po wszystkie lata

Na ludzi, których kocha, z calutkiego świata.

 

Król III Baltazar

 

Wpadliśmy tu do ciebie, by o drogę spytać.

A może razem z nami, chcesz go, królu, witać?

Że on większy od ciebie, nie warto się zżymać,

A czasy są niepewne i z nim warto trzymać.

 

Herod

 

Dziękuję Wam, o Mędrcy, sam mu dary złożę.

Że on większy ode mnie, wcale się nie srożę.

Ja swoją małość przecież widzę doskonale.

Jedźcie więc.

 

Na boku:

 

Ja zadziałem tak jak w kryminale.

 

 

Królowie odjeżdżają, wchodzi Diabeł

 

Diabeł

 

Witaj królu Herodzie, najwspanialszy panie,

Tylko strachem utrzymasz swoje panowanie.

Zabij te wszystkie dzieci, teraz urodzone,

A na zawsze zachowasz w twym rodzie koronę.

 

Bo ten król nieba, ziemi, to dziś małe dziecię,

A tyś jest najmocniejszy król na całym świecie.

I nawet śmierć nie będzie nad tobą mieć mocy,

Kiedy zabijesz wszystkich zrodzonych tej nocy.

 

Wyślij swe straże dzielne i rzymskich siepaczy,

Niechaj twą wielką siłę cały świat zobaczy.

Wtedy na wieki w księgach twoje imię będzie.

Ten, który Boga zabił, jego tron zdobędzie.

 

 

Herod

 

Nie wiem, szatanie, czy to tak robić wypada,

Ale dla władzy w rodzie taka eskapada

Będzie wytłumaczona. Więc nim kur zapieje

Razem wejdźmy w historii poplątane dzieje.

 

Scena 3  Królowie błądzą we mgle

 

Król III Baltazar

 

Zacni królowie! Jaka ciemność się zrobiła!

Gwiazda zniknęła z nieba! Jakby się ukryła

Przed Herodem, by drogi nie potrafił znaleźć.

Ja w jego obietnice to nie wierzę wcale.

 

Król I Melchior

 

Kacprze mój, Baltazarze, którędy nam jechać?

Nic przed nami nie widać, drogi nam zaniechać?

Wrócić do Jeruzalem?

 

Król II Kacper

 

Mój drogi Melchiorze,

Czy straciłeś swą wiarę, że cię z drogi może

Mgła zawrócić? Poczekaj, niedługo anieli

Drogę nam wskażą prostą, jak z bicza wystrzelił.

 


Nagle nadlatują trzej aniołowie

 

Anioł :

Mędrcy świata, Monarchowie! Gdzie spiesznie dążycie!

Powiedzcież nam trzej królowie, chcecie wiedzieć Dziecię?

 

Anioł.

Ono w żłobie, nie ma tronu, i berła nie dzierży.

A proroctwo Jego zgonu już się w świecie szerzy.

 

Anioł1:

Mędrcy świata, złość okrutna Dziecię prześladuje.

Wieść to smutna, wieść okrutna, Herod spisek knuje.

 

Anioł2

Nic monarchów nie odstrasza. Do Betlejem śpieszą.

Gwiazda Zbawcę im ogłasza, Nadzieją się cieszą.

 

 

Król III Baltazar

 

Patrzcie mędrcy, jest gwiazda, wie kiedy się przydać,

W drogę ruszmy, już blisko, już stajenkę widać.

 

(Wszyscy uczestnicy śpiewają kolędę „Anioł pasterzom mówił”)

 

Scena 4

 

Anioły przybywają nad łąkę na zboczu, gdzie śpią pasterze.

 

Pasterz I

 

Słuchaj, Stachu, czy słyszysz jakieś dziwne głosy?

Jakby dziecko płakało lub ktoś pod niebiosy

Modlił szczęście, co przyszło do niego z wysoka?

 

Pasterz II

 

Cicho, Jaśku, śni mi się Maryś czarnooka,

Więc daj pospać.

 

Pasterz I

 

Posłuchaj! Jakieś widzę cuda,

Coś jak baby skrzydlate!?

,

Pasterz II

 

Z ciebie to maruda.

Jakie baby? O Boże! Przecież to anioły!

Wstawaj i zarzuć kożuch, prawieś cały goły!

 

 

Anioł

Bóg się rodzi, moc truchleje, Pan Niebiosów obnażony.

Ogień krzepnie, blask ciemnieje, ma granice Nieskończony.

Anioł1

Wzgardzony, okryty chwalą, śmiertelny Król nad wiekami.

A Słowo Ciałem się stało i mieszkało między nami.

Anioł2

Cóż masz niebo nad ziemiany? Bóg porzucił szczęście twoje.

Wszedł miedzy lud ukochany dzieląc z nim trudy i znoje.

Anioł1

Niemało cierpiał, niemało.

Anioł

Żeśmy byli winni sami.

Anioły razem.

A Słowo Ciałem się stało i mieszkało miedzy nami.

 

Anioł

 

Do szopy więc, gamonie, niechaj każdy bieży.

Tam wasz Jezusek w żłobie golusieńki leży.

Weźcie mu dar od siebie, kożuch, trochę siana,

Niech go Maria przykryje, by nie zmarzł do rana.

 

Anioł 1

 

Żeby go wykarmiła, weźcie trochę mleka,

A może trochę buncu. Przyszli tu z daleka

 

Anioł 2

A nikt ich nie przywitał, nie dał strawy, domu,

Co za kraj, w którym Boga nie ma witać komu.

 

(Wszyscy uczestnicy scenki śpiewają kolędę Pójdźmy wszyscy do stajenki)

 

Scena 5

(scena: Wszyscy – Królowie, Pasterze i Aniołki - dotarli do szopy. W szopie, oprócz Świętej Rodziny, stoją - mówiący Wół,  Osioł.

 

Anioł

 

Padnijcie tu, przed Bogiem, na kolana, ludzie,

Bo dziś uczestniczycie w przenajświętszym cudzie!

Bóg się na ziemi naszej osobiście zjawił,

By, jak mówią prorocy, od czarta nas zbawił.

 


Wół

 

Ale ich tutaj przyszło, jakie zbiegowisko,

Mleko i bunc przynieśli, a tu jest to wszystko.

 

Osioł

 

Ale to dary serca, taki wdowi grosik

Dają biednym jak oni, jak kiedyś Janosik.

 

Wół

 

Patrzcie, a ci królowie, to jak wół w karecie

W tej stajni, przyszli witać to ubogie dziecię.

I jakie dają dary! Kadzidło i złoto,

I mirrę! Przyjechali, odejdą piechotą!

 

Osioł

 

Albo ich osły wezmą na grzbiety za proszę.

Królowie! Im to dobrze! A ja ich nie znoszę.

 

Wół

 

Skończcie swe złośliwości. To jest wydarzenie.

Bóg leży w naszym żłobie. Mam chyba widzenie!

Od chwili gdy tu przyszli, mówię zamiast ryczeć,

Owca miast beczeć, śpiewa, osioł przestał kwiczeć

 

I jakieś mądre słowa z cicha wypowiada.

Coś się zmieni od dzisiaj. Taka moja rada:

Te niusy trzeba sprzedać, ktoś za to zapłaci.

Będziemy więc od dzisiaj sławni i bogaci.

 

Potem nas do reklamy wybiorą matoły,

I żywot nasz bydlęcy zmieni się w wesoły,

A ludziom prawdę cicho powiemy raz w roku

Tak żeby nie słyszeli. Wolą łzę mam w oku.

 

Osioł

 

Cóżeś to taki mądry, nieruchawy wole,

Zamiast w stajni, ty możesz stać jeno w stodole

I choćbyś marzył długo o złotym pałacu

Do karety nie pójdziesz. Pałac jest dla Paców.

 

Choćbyś samego Boga prosił zmiłowania,

Wciąż tylko wołem będziesz i szkoda gadania.

Każdego los pisany od początku świata

Mój, i twój, i Heroda i nawet Piłata.

 

 

Józef

 

Tyś to jest mądry ośle. Z podziwem słuchałem

Twej przemowy do Woła. I zawsze wiedziałem

Że pomożecie. Z  was to piece są bez mała,

Które w zimę ogrzeją nasze zmarzłe ciała

 

Król I Melchior

 

Zwraca się do Matki Jezusa, Maryi, która siedzi na skraju żłobu

 

O Pani, któraś dzisiaj porodziła syna

I w swojej służebności tulisz Boże dziecię,

Wiedz, że nikt ponad Ciebie! Że nikt na tym świecie

Nie będzie bliżej Boga. Tyś jemu jedyna.

 

Dzisiaj pokłony składam twojemu synowi

Bo on królem nad króle. Tron weźmie Dawida

By panować na wieki. I nie jest to zwida,

Że chce drogę do Boga wytyczyć ludowi.

 

Przyjmij złoto dla Syna. Choć nie złoto czyni

Królem, to splendor daje mu w oczach narodu.

I kup chleba, by przy nim nikt nie cierpiał głodu,

Zanim chleb swój rozmnoży.

 

Król III Baltazar

 

Ja ci mirrę przywożę, która daje zdrowie

Do życia, więc żyj długo, byś spełnił posłanie,

A gdy w ostatnią drogę dadzą przykazanie

Iść, to niech aniołowie przyniosą ją tobie.

 

Król II Kacper

 

A ja kadzidło niosę. Z drzew Boswellia serata,

Których węże pilnują fruwające, wrogie.

Bo ono jest dla bogów. A tyś przecież Bogiem.

Pomoże w medytacji nad losami świata.

 

Niech ono cię unosi ponad ziemskie sprawy,

I niech umysł twój czyni jasnym i widzącym,

Abyś umiał zrozumieć cierpienia dręczące

Ludzi i mógł je sądzić mądrze i łaskawie.

 

Maryja

 

Z serca wam dziękujemy szlachetni królowie.

O waszym poświęceniu cały świat się dowie.

 

 

Pasterz pierwszy

 

Oj Panie, po coś przyszedł na tę podłą ziemię?

Chciał żeś od głodu zbawić to pasterskie plemię?

A może chcesz nas wszystkich z tej ziemi prowadzić

Do innej obiecanej, gdzie nie będziem wadzić

 

Nikomu, tylko sami pod drzewami siedzieć,

Jak w raju. Pić, ucztować, o świecie nie wiedzieć

Więcej niż trzeba. Co dnia. A jak przyjdzie pora

Na łono Abrahama pójdziemy do dwora.

 

Pasterz drugi

 

Aleś ty głupi, Jaśku, wciąż ci żarcie w głowie

I picie, i nieróbstwo. Uświadom ty sobie,

Że mały Jezus przyszedł, żeby nas wybawić

Od czarta, a nie po to, byś mógł lepiej trawić.

 

Uświadom sobie wreszcie, że na tamtym świecie

Dopiero będziesz w raju. Tu zaś o to dziecię

Musimy dbać i chronić go od różnych mocy,

Bo bez niego w czartowskiej będziemy żyć nocy.

 

Uświadom sobie takoż, że ludzkie słabości

On zrozumie. Lecz prędzej policzę ci kości,

Niż pozwolę byś swoje „tu i teraz” sprzedał

Za zbawienie i drogę prościutką do nieba.

 

Józef

 

Hej pasterze, co w ciężkiej pracy dni spędzacie

Jak i ja, a zapłatę za nią marną macie,

Dziękujemy wam z serca za serc waszych miłość,

Która prostuje świata pokrętną zawiłość.

 

Wszyscy śpiewają kolędę Przybieżeli do Betlejem

 

Składanie hołdów i pożegnanie ze Świętą Rodziną

 


Pasterze oddają hołd

 

Pasterz drugi

 

Panie Jezu, dziś hołd ci razem oddajemy,

Naszą ogromną radość wyrazić tu chcemy,

Żeś z wysokiego nieba na tę nasza ziemię

Zechciał zstąpić, by zbawić nasze liche plemię.

 

Pasterz pierwszy

 

Dziękujemy ci Jezu za twój plan zabawienia,

Co biednych, jak my, ludzi w miłości docenia

I pozwoli nam zyskać nagrodę w niebiosach

Tylko za bycie dobrym.

 

Król Kacper

Aniołowie: glosa.

 

Aniołowie:

Alleluja, Alleluja, Alleluja

 

Królowie oddają hołd

 

Król I Melchior

O Panie, władco przyszły świata widzialnego,

I niebios, i duchowych ostępów wiecznego:

Tobie hołd oddajemy, twej boskiej wielkości

A imię twe na ziemi nich na zawsze gości.

 

Król II Kacper

Niech ci pokłon oddają mędrcy i pasterze,

Z imieniem twym na ustach niech każdy trwa w wierze,

Że mądrość jest dla wszystkich, i miłość, i wiara,

I nadzieja.

 

Anioł

 

Lecz głupim nagrodą jest kara.

 

Król III Baltazar

 

Teraz już odjeżdżamy w Arabii pustynie

By głosić twoje imię, które nie zaginie

W piaskach i ludzkich duszach dopóki ci ludzie

Niebiosa będą wznosić tu na ziemi, w trudzie.

 

Król II Kacper

 

A jak zwiędną twe prawa, bo w dusze nie wrosły,

Przyjdą tu ludzie wściekli jak pustynne osły,

I resztkę praw, zieleni uschniętej, zwiędniętej,

Rozdepczą i skalają w ziemi już nie świętej.

 

Oba Anioły Chórem

 

Alleluja, alleluja, alleluja

 

 

Anioły przy współudziale wszystkich uczestników sceny śpiewają

 

Nie było miejsca dla Ciebie, w Betlejem w żadnej gospodzie,

Ty narodziłeś się, Jezu, w stajni, ubóstwie i chłodzie.

 

Nie było miejsca, choć zszedłeś jako Zbawiciel na ziemię,

By wyrwać z czarta niewoli nieszczęsne Adama plemię.

 

Gdy lisy mają swe nory, a ptaki swoje gniazdeczka,

Dla Ciebie brakło gospody -Tyś musiał szukać żłóbeczka.

 

Maryja śpiewa Jezuskowi pastorałkę, uczestnicy sceny włączają sięę w refren

 

Maryja.

Lulajże Jezuniu, moja Perełko…

Lulaj ulubione Me Pieścidełko.

Chór

Lulajże Jezuniu, lulajże lulaj!

A Ty Go Matulu z płaczu utulaj!

Maryja

Zamknijże zmrużone płaczem powieczki,

Utulajże zemdlone łkaniem usteczki

Chór

Lulajże Jezuniu, lulajże lulaj

A Ty go Matulu z płaczu utulaj.

 

Scena szósta

 

Zamek Heroda. Herod widzi śmierć. Przyszła go ukarać za jego niecne czyny.

Herod.

 

Ale diabeł mnie wykpił swoimi kłamstwami,

Oszukał i postawił pomiędzy łotrami.

Kto teraz zapamięta moje dokonania:

Świątynię, i Herodium, i Twierdzę Antonia?

 

Teatry, gimnazjony, hipodromy, drogi!

A w pamięci zostanę jako tyran srogi!

 


Jako morderca dzieci, w dodatku pechowy!

Bo nie zabiłem tego posłańca Jehowy

Który przyszedł, by zmienić świat wbrew mojej woli.

I każde z moich morderstw mniej dzisiaj mnie boli

 

Niż to niepopełnione. Tak, żałuję tego

Że nie zabiłem króla z niebios przedwiecznego

Że pozwoliłem na to, by on świat nasz zmieniał,

Miłością go budował, biednego doceniał.

 

O jak fatalnie kończę moje panowanie

Gdy dzisiaj stąd odejdę, nic tu nie zostanie.

Może tylko ta ściana z wielkich głazów spięta.

Będą przy niej rozpaczać na żydowskie święta.

 

Będą biadolić, płakać, modły swoje wznosić

Ale za moją duszę nikt nie będzie prosił.

 

Śmierć

 

Byłeś łotrem, więc dzisiaj znalazł Diabeł swego.

Teraz już nie unikniesz ognia piekielnego.

Na wieki będziesz w smole piekielnej się smażył,

Boś na Boga swą rękę podnieść się odważył.

 

 

Więc pochyl swoją głowę, niech świśnie ma kosa.

Już po wszystkim. Skończone. Teraz jeszcze glosa

Do wyroku na piśmie, dla władców przestroga:

Choć przeciw Bogu stajesz, nie dosięgniesz Boga.

 

Diabeł

 

Aleś głupi Herodzie. Ja bez cyrografu

Mam twą duszę na własność. A ty żeś chciał światu

Swoją wolę narzucić? Nie pozwolić Bogu

By między ludzi zstąpił? Stanął na ich progu?

 

Swego pierworodnego życia pozbawiłeś!

Swoją matkę w więzieniu na śmierć zagłodziłeś!

A teraz chciałeś nawet Boga zamordować,

By nad światem, spokojnie, bez niego panować?

 

Cóż za głupota padła na twe rozeznanie?

Niemożliwe nad światem takie panowanie.

Bez Boga i bez prawa świat w nicość zapada.

Na co ci taka władza?

 

Wzruszając ramionami

 

Na nic moja rada.

 

Porywając duszę Heroda woła

 

Kończmy taniec śmierci ziemski!

Diabeł dzisiaj jest zwycięski!

Za twe zbrodnie, za twe zbytki,

Chodź do piekła, boś jest brzydki!

 

 

Na koniec Maryja recytuje monolog końcowy w czasie którego wszyscy uczestnicy Jasełek sukcesywnie wychodzą i stają obok

 

 Po coś przyszedł na ten świat Wszechmogący Boże,

Żeby wśród bydlęcia mieć swe królewskie łoże?

 

Po coś przyszedł miedzy nas, któryś wszechświat  stworzył,

By się  Józef  przed Herodem o Twe życie trwożył?

 

Na toś przyniósł między nas miłość do człowieka,

Byś na ośle zaraz musiał przed śmiercią uciekać?

 

Czyżbyś wierzył, że zostaniesz w chwale powitany

Tu, gdzie tylko hołd oddają bogatym ziemiany?

 

Czyżbyś  ufał, że miłością można przemóc wszystko,

Na tej ziemi, gdzie z Twej śmierci uczynią igrzysko?

 

Czyżbyś myślał, że zostaną wśród nas Twoje słowa,

Gdy krwią spłyniesz, by za nasze grzechy pokutować?

 

Myślę jednak, że Ty wiesz, bo ty widzisz koniec,

Boś Ty przecież Boży Syn, a nie z wieścią goniec.

 

Wierzę mocno, że Ty masz taką siłę w sobie,

Żeby człowiek nie bał się spocząć kiedyś w grobie.

 

Ufam Tobie, żeś nam jest na ofiarę dany,

Że Betlejem to początek w nasz los też wpisany. 

 

Wszyscy uczestnicy śpiewają kolędę „Bóg się rodzi”

 

Anioł

Hej ludzie, do widzenia, wizyta skończona,

Maryja maleńkiego chce tulić do łona

I dać mu podjeść trochę. Więc o ciszę proszę

a w naszej kulturze

Pierś Maryi oglądać jest przeciw naturze.

 

Anioł 1

Tutaj nie Portugalia. To tam w Nazarecie

W ołtarzu Maria karmi swą piersią, swe dziecię.

Więc żegnamy was wszystkich i zdrowia życzymy,

 

Wszyscy uczestnicy razem

Za rok tu, przy stajence, znowu się widzimy.

 


 

Osoby

·       Śmierć

·       Maryja

·       Józef

·       Anioł

·       Anioł1

·       Anioł2

·       Król Herod

·       Król I Melchior

·       Król II Kacper

·       Król III Baltazar

·       Pasterz I

·       Pasterz II

·       Diabeł

·       Osioł

·       Wół