wtorek, 9 stycznia 2018

Bajka o nowym dekalogu, ułożonym przez Mędrca Świata, zanim aniołowie zabrali go z ciałem do nieba, celem wytrzeźwienia.



Lud Domlandii był bogobojny i religijny. Na co dzień i od święta żył w zgodzie z dziesięciorgiem przykazań, które każdemu dziecku czynem i słowem wszczepiano w mózg i ciało od maleńkości, starając się uczynić z niego człowieka dobrego, religijnego, uczciwego i moralnego.

Oczywiście trudno twierdzić, że działania te zawsze przynosiły zamierzony skutek, bo i dzieci nieślubnych było mnóstwo, i kradzieże się zdarzały, i pomówienia oraz kłamstwa, czasem ktoś komuś ukradł krowę czy barana, a nawet od czasu do czasu ktoś kogoś zabił z zazdrości czy złości.

Ogólnie jednak nie było źle i wykute w kamieniu prawo było i przydatne, i powszechnie szanowane. Nawet przez niedowiarków, którzy w swoim niedowiarstwie pomijali pierwsze przykazania, ale stosowali się do kolejnych.

Było oczywiście tak, że przez stulecia zmieniała się – choć bardzo niewiele – interpretacja zapisów kanonu, niezmiennego jak kamień, na którym go wyryto, a który także poddaje się zębowi czasu, ale nikomu nigdy do głowy nie przyszło, by zmieniać sam kanon, dany przez wiekami na górze Synaj Mojżeszowi przez samego Stwórcę.

Bo o ile godziło się i było dopuszczalne poprawianie decyzji sędziów, posłów czy senatorów, ba, samego nawet Króla – choć to czyniono zazwyczaj dopiero po jego śmierci – o tyle nikomu nawet przez myśl nie przeszło, by poprawiać Pana Boga.

I tak płynęły lata i stulecia, i nic się w tej materii nie zmieniało.

Król Ambroży w czasie ceremonii koronacji przysięgał oczywiście na Biblię, tak zresztą samo jak to czynił król sąsiedniego Disnejlandu, król Domnall Brecc.

O ile jednak dla Ambrożego była to potrzeba serca i najoczywistsza oczywistość, o tyle Domnall Brecc  czynił to ze zwykłego, politycznego wyrachowania, twierdząc że Disnejland wart jest mszy.

Trudno więc się dziwić, że z upływem czasu, i to niezbyt długiego, Biblia  tu i Biblia tam, dziesięć przykazań tu i dziesięć przykazań tam, zaczęły oznaczać coraz bardziej co innego.

Myślenie i moralność obu sąsiednich narodów zaczęły się powoli, ale coraz bardziej rozchodzić. Bo o ile w Domlandii starano się życie przystosowywać do zapisów Prawa, danego przez Boga, a więc niezmiennego, to w Disnejlandzie zaczęto Prawo przystosowywać do życia, które przecież tak zmienne i tak wielobarwne oraz coraz nowocześniejsze, wymagało Prawa nadążającego za ludzkimi potrzebami.

Tyle tylko że literka P zaczęła się w Disnejlandzie zmniejszać i zmniejszać, aż wreszcie stała się całkiem malutka i zamiast Prawa zostało już tylko prawo.

To było tak, jakby zamiast Króla mieć króla,  a może nawet królika.

Ale Disnejom to odpowiadało, a i Królowi też, więc  sytuacja dojrzewała do zmiany i czekała na swojego Mojżesza. Najlepiej takiego, który pochodził z rzymskiego rodu patrycjuszy bądź nawet cesarzy, bo tylko wtedy można by jeszcze bardziej wzmocnić panującą dynastię. Broń Boże Żyda.

Od wielu lat po ulicach Disnejlandu wałęsał się człeczyna o ego tak ogromnym, że musiał je ciągnąc za sobą na małym wózku.  Twierdził, że Król Domnall niesłusznie siedzi na tronie, który tak naprawdę należy się jemu właśnie.

A dlaczego to niby jemu? Ano dlatego, że kiedyś, przed laty, kiedy rozruchy w królestwie obaliły poprzednią dynastię władców absolutnie durnych i okrutnych, człeczyna ów przez przypadek, albo może dlatego, że ktoś go dla kawału wypchnął przed szereg, znalazł się na czele ogromnego pochodu obywateli, na którego widok stary król uciekł, a władzę przejęła dynastia Brecców, których Domnall był już kolejnym władcą.

W nagrodę, a także dla pokazania tłumowi, że tak jak jego przedstawiciel stanowi sól tej ziemi, dano mu na odczepne jakieś wysokie stanowisko, ale takie, na którym nie mógł ani szkodzić, ani zrobić cokolwiek pożytecznego, a potem z honorami odprawiono i tak zostało.

I od tej pory wałęsał się i plątał ten człowieczek od miasta do miasta, od przedszkola do przedszkola, od przyjęcia do przyjęcia, i wszędzie opowiadał o swoich dokonaniach, za co na odczepne dawano mu pieniądze.

Potem, chyba dla żartu mianowano go Mędrcem Świata, w co oczywiście bez oporów uwierzył, podobnie jak spora gromadka jego zwolenników, a właściwie miłośników.

Niestety, chyba uczyniono jeden żart za dużo.

Jak każdy mędrzec musiał wydać z siebie określoną ilość mądrości na godzinę. Nie umiał ani pisać, ani czytać, więc mówił bezustannie i z każdym dniem bardziej głupio.

Już to, że przypisał sobie stworzenie królestwa Disnejlandu, mogło ujść za żart, choćby także i z tego powodu, że takie królestwo mogło powstać jedynie dla żartu. Król Domnall wzruszył tylko ramionami i wymruczał – zostawmy, może się jeszcze przyda.

No i się przydał. Nie dał długo na siebie czekać. W okradaniu innych z ich zasług, które po przywłaszczeniu przypisywał sobie, nie ważył się jedynie ruszyć Stwórcy Wszystkiego. No bo nawet jemu trudno było uwierzyć, że stworzył Ziemię, ze wszystkim stworzeniem, umieścił ją na wielkim żółwiu, a nad nim powiesił Słońce, Księżyc i gwiazdy.

A jednak po pewnej długiej i frustrującej podróży, w gronie takich jak on Mędrców Świata,  postanowił dokonać zamachu na Stwórcę. No, może nie na niego samego, ale na jego Prawo, które dla ludzkiego bytowania było taką samą opoką, jak ów ogromny żółw dla matki Ziemi.
 .

Wbrew pozorom, nie myślał cakiem głupio. Sytuacja w Disnejlandzie dojrzewała do zmiany. Rozleniwieni Disneje, opływający w bogactwa i tuczący się za nie swoje pieniądze, już tak daleko byli na bakier z oficjalnie jeszcze funkcjonującym w państwie Dekalogiem, że z prawdziwą radością powitali by tego, kto by im te gniotące dziesięć przykazań zmienił na łatwiejsze, bardziej miłe, delikatne jak jedwabne ubranie i buty z najlepszej skóry.

I nasz plączący się w świecie mędrców i wałęsający się po Ziemi Mędrzec Świata wyczuł swoim cwaniackim nosem wspaniałą okazję do powtórnego stanięcia na czele. Tym razem na czele pochodu postępu obalającego ciemnotę, która zdaniem i jego, i całej dynastii Brecców, rozpleniła się i rozpanoszyła na ziemi. Bardziej może na ziemii sąsiedniej Domlandii niż Disnejlandu, który oczywiście przodował w postępie, ale cóż się nie robi dla postępu.


Myślał nie długo, nie krótko, tak w sam raz i pewnego dnia na głównym placu Disnejlandu, z pomocą królewskich heroldów, ogłosił swój wiekopomny wynalazek.

Drodzy Disneje – powiedział Mędrzec Świata, a aureola rozbłysła wokół jego łysiny. Wielce szanowny narodzie Disnejlandu, i wy, spoglądający zza płota ciemni Domlandczycy. Postanowiłem, że zanim aniołowie zabiorą mnie żywego do nieba i posadzą tam po prawicy… no nie – poprawił się szybko –  na tronie Bożym, dać wam jeszcze na koniec dziesięć nowoczesnych, idących z duchem postępu, przykazań bożych, przeznaczonych do wierzenia i do nauczania w całym świecie. Wy, mężni i światli Disneje, zabierzcie każdy jedną z tych kamiennych tablic, które dostałem na Syjonie, i nieście do tych ciemnych Domlandczyków i innej ciemnoty, i nauczajcie ich, jak postępować w tym świcie nowocześniejącym szybciej niż myśl moja doleci do Niebios.

Słuchajcie więc, co mam wam do objawienia. I złapawszy jedną z tablic przeczytał: 

Dziesięć przykazań Bożych:

1.     Nie będziesz miał bogów cudzych przed mną, ale obok jeśli będzie taka twoja wola, mieć możesz bożków i bałwanów w dowolnej ilości, cześć im oddawać i wielbić ich możesz.

2.     Nie mów do mnie nadaremnie, chyba że coś ci będzie potrzeba. Wtedy pomódl się do mojego przedstawiciela na ziemi, świętego Mikołaja. On cię wysłucha.

3.     Wypoczywaj w dzień święty, chyba że będziesz miał dobrze płatną pracę, a niewolnik niech pracuje bez ustanku.

4.     Pomagaj ojcu i matce, także wtedy, gdy zechcą wcześniej odejść do Mnie, a tobie nie przeszkadzać w konsumowaniu przyjemności życia..

5.     Nie zabijaj, poza szczególnymi wyjątkami, gdy czyjaś śmierć jest niezbędna, byś żył szczęśliwie i długo.

6.     Nie cudzołóż. Niewolnice  i sprzedajne kobiety traktuj jako przypisane do twego łoża. Bądź nowoczesny w miłości. Także jednopłciowej.

7.     Nie kradnij, ale wspomagaj: rodzinę i przyjaciół, tym co możesz, a wtedy i oni cię wspomogą. Zabieraj dzieci niewiernym i wychowuj ich na janczarów.

8.     Nie mów fałszywego świadectwa przeciwko przyjaciołom i sprzymierzeńcom twoim. Inaczej myślących możesz opluwać, bo będziesz to robił na moją chwałę.

9.     Pożądaj więcej, niż możesz dostać od żony bliźniego swego

10.  I rzeczy od bliźniego swego, bo z pożądania rodzi się postęp.

Skończył i odsapnął, bo zmęczył się srodze. Zaraz też aniołowie przylecieli i porwawszy go pod pachy, powlekli tam, skąd już na szczęście nigdy nie wrócił.

Niestety, na to wszystko patrzył z nieba Kościuszko i się zwymiotował.

A Disneje zostali z ciężkimi tablicami w rękach, a ponieważ byli leniwi niesłychanie, zaraz je odłożyli. Może w przyszłości przydadzą się na maceby.

Domlanczycy zaś poszli do domów, pomodlili się i zasnęli twardym snem. A o czym śnili, opowiemy w kolejnej bajce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz